Home
Wprowadzenie
Moja historia
Plan inwestycji
Zasady inwestycji
Money Management
Etapy rozwoju
Psychologia tradingu
Ilustracje
Linkownia
Księga gości
Słownik
Systemy sygnałowe
Polecani brokerzy
Sitemap
Kontakt
Regulacje prawne

   MOJA HISTORIA...

 

   Początek był dość banalny. Na mój adres mailowy przyszedł kolejny spam. Jak większość tego typu korespondencji, dotyczył szybkiego sposobu zarabiania pieniędzy przez internet. Już miałem go skasować, gdy nagle przeczytałem jeszcze raz stopkę: ''Największa tajemnica finansowa wyjaśniona. Jak zarobić 500 dolarów przez 15 minut?'' No, przyznam się bez bicia, urzekł mnie ten tytuł...Powziąwszy już uprzednio decyzję o skasowaniu maila lub przynajmniej odesłaniu do folderu ze spamem, mimo wszystko kliknąłem na niego, jak to często bywa, ze zwykłej ludzkiej ciekawości... No i stało się. Przekroczyłem bramy giełdy, choć jeszcze wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy. Ten krok miał zaważyć o następnych  miesiącach mojego życia. Była wiosna roku 2012. Filmik video dołączony do maila wyjaśniał, jak w nieskomplikowany sposób można bez żadnej wiedzy, w krótkim czasie, zarobić sporo pieniędzy. Materiał wyglądał na autentyczny, facet inwestował  na podstawie interwałów 5-minutowych z realnie istniejącego portalu EToro, na  wykresach wyraźnie wznoszących obstawiał wzrosty, na opadających spadki. Wszystkie opcje kończyły się po upływie 15 minut. Na 10 obstawień bylo 7 trafionych, zarobek faktycznie wyniósł ok. 500 dolarów. No, muszę przyznać, że temat mnie zaciekawił, i to na tyle, że jeszcze w tym samym dniu założyłem realne (zgroza!) konto u brokera. No i zaczęło się... Bez żadnej wiedzy, pchany chęcią łatwego zarobku rozpocząłem inwestowanie, lecz chyba raczej należałoby napisać, granie, gdyż tak naprawdę był to hazard w czystej postaci. W pierwszym dniu obstawiałem wszystko, bez ładu i składu, niestety pierwszy depozyt (100 euro) został pożarty w przeciągu kilku godzin, niestety nie zniechęciło mnie to, wprost przeciwnie, podziałało na ambicję i to tak, że natychmiast wpłaciłem kolejny... Stosowałem wtedy, jeśli można mówić o jakiejkolwiek strategii, ''taktykę'' podpatrzoną od owego inwestora z maila. Ale szybko się okazało, że jakoś w moim przypadku się nie sprawdza. Pomyślałem więc, że nie będę się tym przejmować i zacząłem grać na tzw. ''czuja'', czyli według bliżej nie określonych zasad, a wynikających z sympatii dla tej czy innej waluty, tudzież akcji... O dziwo ten sposób inwestowania zaczął paradoksalnie przynosić efekty. W jeden dzień, w przeciągu paru godzin wygrałem 400 euro. Byłem w szoku. Wydawało mi się, że złapałem Pana Boga za nogi... Prawda okazała się brutalna i dwa dni później stan mojego konta znów wynosił: zero. Kolejny zimny prysznic...Pomyślałem, że coś robię nie tak i... dałem sobie na jakiś czas spokój. Jednak podrażnione ego nie dawało spać. Tym razem jednak stwierdziłem, że bez przygotowania daleko nie zajdę. Zacząłem szukać informacji na temat rynków finansowych w internecie. Wtedy zrozumiałem, że mierzę się z olbrzymem, o którego rozmiarach nie mam pojęcia...to nauczyło mnie nieco pokory. Przyszedł czas na gromadzenie wiedzy. Na początku było ciężko, jak już wspomniałem, trudno szukać  przydatnych materiałów do nauki inwestowania, musiałem przebić się przez gąszcz wielu niepotrzebnych, czy wręcz błędnych informacji. Ale trud zaczął przynosić pierwsze efekty. Odkryłem, iż istnieją wykresy świecowe, które rządzą się swoimi prawami. A także, że istnieje analiza fundamentalna, która być może jest nawet czasami ważniejsza, niż techniczna. Wtedy zrozumiałem, iż nie będzie łatwo. Giełda jest dużym wyzwaniem nawet dla doświadczonego inwestora, owszem, solidna wiedza jest ważna, ale niewiele mamy z niej pożytku, gdy psychika zawodzi. Okazało się z czasem, że ten aspekt inwestowania jest co najmniej tak samo istotny, jak wszystkie analizy, a czasem nawet i ważniejszy... choć wtedy ten fakt nie był dla mnie  aż tak oczywisty.  Po zdobyciu tej wiedzy, i ''uzbrojony'' w odpowiednie wiadomości znów stanąłem na placu boju. I znowu po jakimś czasie poniosłem porażkę. Tym razem długo trwało, zanim zrozumiałem swój błąd. Okazało się, iż przegrałem z samym sobą. Znów zlekceważyłem psychikę, wydawało mi się, iż jestem ''mocny'', ponieważ posiadłem stosowną wiedzę. Jednak okazało się po raz kolejny, że znów nie mam racji...Byłem załamany. Minął rok, a ja czułem się tak, jakbym stanął w miejscu... Przestałem liczyć straty. Na końcu stwierdziłem, że giełda jednak nie jest dla mnie. Ten stan trwał kilka miesięcy. Po jakimś czasie znowu wróciłem do edukacji. Tym razem jednak wszelkie inwestycje postanowiłem czynić na papierze, ustalając na początku kryteria inwestowania, określając warunki, w których w ogóle dana inwestycja może w ogóle zaistnieć, biorąc pod uwagę wszystkie możliwe kryteria itd... Okazało się, że podążam dobrym tropem... Kolejnym krokiem było założenie konta demo. Postanowiłem wypróbować swoje strategie najpierw tylko na ''sucho''. Ma to pewien plus. Wyklucza mianowicie emocje związane z inwestowaniem realnych pieniędzy, z drugiej zaś strony pozwala wczuć się w realia normalnej gry, gdyż konto demo oraz cały soft z nim związany niczym nie różni się od tego realnego. Wszystko działa w czasie rzeczywistym, więc wiele rzeczy można sprawdzić nie tracąc własnych pieniędzy. Wyniki były więcej niż zachęcające. Ten okres prób trwał mniej więcej miesiąc. Postanowiłem rozpocząć w realu... I tak trwa to do dzisiaj, raz z większym szczęściem, raz z mniejszym... jedno jest pewne: na rynku opcji milionerem się raczej na początku nie będzie, chyba , że ma się to ''coś''. Ale na dziś dzień powinno wystarczyć, że można przynajmniej zarobić parę euro ''na boku'' wykorzystując sprzyjające warunki. A te, moi drodzy, tak naprawdę, nie pojawiają się codziennie... ot i cała tajemnica...